Wcale nie jesteś fajny!

Nie da się nie zauważyć- żyjemy w świecie zdominowanym konsumpcjonizmem. Poprawiamy sobie nastrój nowym telefonem, modnymi ubraniami innymi „niezbędnikami”. Ale jednak to za mało! Trzeba pójść kilka kroków dalej. Nie jesteśmy fajni, bo:

- JEMY MIĘSO

Tak,  żeby być fajnym powinno się być wege. Na insta więcej lajków zbierze sałata niż schabowy.

- MIESZKAMY Z RODZICAMI

Jak można nie mieć swojego mieszkania w wieku 25 lat? Teraz rób karierę i zarabiaj. Porzuć dom! Bez sentymentów…

- NIE BYWAMY W MODNYCH MIEJSCACH

Jak żyć, kiedy nie można dać na facebooka zdjęcia żarcia z modnego baru? I jak można przegapić otwarcie nowego (a już najlepszego) klubu w mieście?

- JESTEŚMY ZE WSI

No tak, bo każde miasto poniżej 50 tys. mieszkańców to straszne wiochy… Nie wiemy co to światowe życie.

- NIE JARAMY SIĘ WSPÓŁPRACĄ BALMAINA Z H&M (i każdą inną też)

Trzeba mieć sukienkę z reklamy! Nie ma, że boli bo musisz wydać na nią połowę wypłaty.

- JEMY WŁASNORĘCZNIE ZROBIONE KANAPKI

… Po co? XXI wiek, tu się chodzi na lunch!

- SŁUCHAMY CHUJOWEJ MUZYKI

Jak to nie znasz Disclosure? Nie ma dla Ciebie ratunku! Tkwij dalej w zamierzchłych czasach Pink Floydów i Led Zeppelinów.

- DOSKONALIMY UMYSŁ, NIE CIAŁO (chociaż drugiego wcale nie zaniedbujemy)

Serio myślisz, że kogoś interesuje fakt przeczytania przez Ciebie 50 książek w ostatnim roku? Zrób coś z sobą bo Ci przybyły 2 kilogramy od siedzenia na dupie z książką!

I zapamiętaj- LICZY SIĘ MIEĆ, A NIE BYĆ!

_MG_3643

 

Opublikowano Ludzie, Problemy, Szczęście | Otagowano , , | Skomentuj

Cześć. To JA.

Po kilku latach spędzonych na czytaniu, obserwowaniu swojego „ja” i licznych wizytach u psychoterapeutów, mniej więcej wiem kim jestem i w jaki sposób chcę żyć. Mimo to od czasu do czasu robię różne testy osobowościowe. Taki szybki internetowy test zrobiłam też wczoraj. Wynik, który świadczył o tym, że mam naturę filozofa szczególnie mnie nie zaskoczył. Bardziej skupiłam się nad analizą pytań, przez które znów zdałam sobie sprawę z tego na jakim etapie jestem i co mnie dotychczas najbardziej męczyło.

W chwili obecnej leżę w łóżku, palę papierosa, słucham Damiena Rice’a i wiem, że to ten stan, o który walczyłam. Wewnętrzny spokój. Wiem też, że nie odbiorę dziś telefonu, nie wyjdę z domu i będę po prostu chłonąć to, co mam w sobie- spokój.

Przypominają mi się czasami czasy nastoletnie. Podstawówka, gimnazjum czy nawet liceum. Telefony od koleżanek z pytaniami „idziesz na imprezę?”, „wyjdziemy na piwo?”, „pójdziemy na spacer?”. Teraz, kiedy nie mam ochoty na żadną z powyższych opcji spędzenia wolnego czasu odpowiadam „NIE”. Kiedyś przeważnie też nie miałam ochoty, ale odpowiadałam „OK”.

To jest ten etap, w którym nie muszę zabiegać o przyjaźnie, bo najbardziej zaprzyjaźniłam się sama z sobą. Grono znajomych mam bardzo ograniczone. Na imprezie w klubie ostatnio byłam jakieś dwa lata temu. Nie budzę się z kacem co sobotę i ten stan jest dobry. Wstaję rano z łóżka i CHCĘ. Chcę zrobić wszystko to, co mam do zrobienia, by później przykryć się kołdrą i poczytać książkę, obejrzeć film, albo pieprzone Rozmowy w Toku.

To wcale nie jest tak, że kompletnie nie potrzebuję ludzi. Nie zakochałam się w sobie do tego stopnia, że uważam że cała reszta świata to idioci. Zrozumiałam po prostu, że NICZEGO NIE MUSZĘ, jeśli nie mam na to ochoty.

Mam wspaniałą przyjaciółkę, z którą mogę porozmawiać o wszystkim. Mam rodzeństwo, z którym mogę pogadać o niczym. Mam fajnego chłopaka, z którym mogę milczeć, kiedy oboje tego potrzebujemy.

Wierzę, że odpowiedni ludzie jeszcze zagoszczą w moim życiu. I niczego już nigdy nie będę musiała nikomu udowadniać. Etap, w którym potrzebowałam aprobaty zamknęłam już dawno temu.

Jestem jaka jestem. Kasia, która przeżyła ćwierć wieku, dla której każdy kolejny dzień jest nauką. Często bolesną. Jestem, a przecież wcale nie muszę. Chcę być.

12066055_960510053988284_4711387936966590702_n

Opublikowano Ludzie, Relacje, Szczęście | Otagowano , , , | Skomentuj

Oddaj mi nazwisko!

Każdego z nas COŚ irytuje. Mniej lub bardziej, czasami przymykamy oko, innym razem czerwieniejemy  ze wstydu za drugą osobę, chociaż wcale nas jej zachowania nie dotyczą. Sama jestem osobą, którą zirytować łatwo, ale dziś napiszę o czymś, co wprawia mnie w drgawki i chęć uciekania na bezludną wyspę.

Gołąbki z facebooka!

Wcale nie mam na myśli zdjęcia niedzielnego obiadu złożonego z ziemniaków i gołąbka w sosie pomidorowym.

Nie wiem co kieruje ludźmi (tymi, którzy kochają się ponad wszystko „4ever” <3 ), aby rezygnować z własnego, osobistego, wyjątkowego JA i prowadzić konto (np. facebookowe) WSPÓLNIE.

Jessica i Kevin Nowak lubią to.

Jessica i Kevin Nowak lubią stronę 1000 pomysłów na oryginalne hybrydowe pazurki.

O ile jestem przekonana, że Jessica naprawdę to lubi, to nie chce mi się wierzyć, że jakkolwiek interesuje to Kevina.

Jak skontaktować się z Jessicą?

Dajmy na to, że mam mega ważną sprawę do Jessi. Nie odbiera telefonu, a widzę że jest dostępna na „fejsie”. Hmm, ale czy to na pewno ona czy może Kevin? Napisać jej czy nie… trochę będzie wstyd jak On przeczyta.

„Nie mamy przed sobą tajemnic”

Serio? Ok, Wasze prawo, ale ja jednak niekoniecznie chcę żeby Kevin widział moją tablicę i czytał nasze wiadomości. Nie znam gościa!

Wariant Drugi. Konta osobne…

… z tym, że moja koleżanka Jessica w zdjęciu profilowym ma Kevina, na zdjęciu w tle Kevina z dorobionym w Paincie napisem „Kocham Cię Skarbie 4ever”. Więc kogo ja tak właściwie mam w znajomych? Jessica to ładna laska, a na profilowym widzę średniej urody faceta.

Wariant Trzeci… Jess Nowak, wcześniej Jessica Kowalska.

Szukam tej dziewczyny, bo prosiła mnie o wysłanie czegoś, ale okazuje się, że żadnej Kowalskiej nie mam w znajomych. W końcu znajduję Jess Nowak. Zmieniła nazwisko? Wzięła ślub? Nie… Ona po prostu jest JUŻ rok ze swoim facetem, dlaczego więc ma czekać do ślubu na zmianę nazwiska (który jest pewny na 1000 % bo kochają się najmocniej na świecie).

Rozumiem Miłość. Nie rozumiem usilnego zatracania siebie dla drugiej osoby.

Opublikowano Ludzie, Małżeństwo, Miłość, Relacje, Związki | Otagowano , , , | Skomentuj

Kłamiesz!

Czy istnieje dobra strona kłamstwa? Są tacy z nas, którzy twierdzą, że najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa. Cóż, ja chyba nie do końca się z tym zgadzam…

Pominę wszelkie poważne sprawy, na temat których zdarza nam  się kłamać. Skupię się raczej na tych niewielkich (czyli częstszych), głównie takich, które istnieją w związku.

1. Ale przytyłam!

„Nie zauważyłem/Nie wiem co sobie znowu wymyślasz”

Nie zauważył? Jasne… Stevie Wonder by zauważył. Zapewne kłamie, ale lepsze to kłamstwo niż gdyby miał powiedzieć „spasłaś się jak świnia!”

2. Było pyszne, ale już więcej nie dam rady.

W natłoku codziennych spraw, przydało by się coś zjeść. Smażysz więc na patelni wczorajsze ziemniaki, czy (high level) gotujesz makaron z sosem ze słoika. Żeby nie było, że nie dbasz o siebie i Jego, dekorujesz danie pietruszką. Widzisz, że On/Ona nie do końca się tym daniem zachwyca (bo w zasadzie czym tu się zachwycić?), ale gdzieś w połowie posiłku słyszysz to piękne kłamstwo „Dziękuję. Było pyszne kochanie, ale więcej już nie dam rady”. A to znaczy, że chociaż nie do końca wierzysz w te słowa, masz problem z głowy. Najedzony? Ok- można odhaczyć.

3. Jesteś najpiękniejsza na świecie!

Na to kłamstwo się nie godzę, ale są tacy z nas, którzy lubią słyszeć te słowa. Najbardziej lubię, gdy portale plotkarskie pokazują pikantne, półnagie zdjęcia przystojnych facetów, a kobiety w komentarzach piszą „Mój Misiu jest lepszy!”/”Moje Kochanie jest najpiękniejsze, nie wiem co tu się podniecać tym zrobionym lalusiem”/”TO PHOTOSHOP!”. Cóż są ludzie ładni i ładniejsi, nie ma co się oszukiwać. Jednym matka natura dała urodę, innym wielką mądrość, a jeszcze innym talent do robienia wielkich pieniędzy, za które urodę mogą sobie kupić. Serio mam wierzyć, że jestem najpiękniejsza na świecie? No sorry… Mam oczy i widzę Charlize Theron, a to znaczy, że ewentualnie mogę być vice-najpiękniejsza.

4. Wszystko w porządku

To kłamstwo dotyczy raczej kobiet. Ja też tak kłamię. Kiedy siedzimy smutne, złe, bezsilne a On pyta „Co się dzieje?”, czyż istnieje łatwiejszy sposób na skłamanie niż powiedzenie „NIC”. W nieco bardziej rozbudowanej wersji „Wszystko w porządku”- tak łatwiej go nabrać. ALE! To kłamstwo nie jest dobre. Wiadomo, że zły nastrój nie będzie trwał wiecznie, warto jednak podzielić się problemem z osobą, której ufasz. Niekoniecznie musi to być On/Ona. Może po prostu przyjaciółka? Jej nigdy nie odpowiadaj „Wszystko w porządku”, kiedy jest Ci źle. Jeśli jednak to osoba, z którą jesteś, wepchnęła Cię w tą czarną dziurę, wtedy brzydka prawda będzie lepsza od kłamstwa.

Pozdrawiam. K.

10659261_774256352613656_1805990107135772678_n

Opublikowano Bez kategorii, Ludzie, Miłość, Przyjaźń, Relacje, Związki | Otagowano , , | Skomentuj

Jutro będzie lepiej.

Chyba najtrudniej jest mi pisać o tym, czego najmocniej doświadczam. Spisywanie tego, co zaobserwuję u innych jest bezpieczniejsze. Dziś chcę się podzielić z Wami czymś bardzo osobistym. Czymś, o czym się nie mówi. Jednak wiem, że złego nie należy w sobie trzymać zbyt długo. Przedstawię Wam mojego demona.

Rano 100 mg + 300 mg

Nie pamiętam zbyt dobrze jak to jest funkcjonować bez tych porannych 400 mg podwyższenia i wyrównania nastroju. Pamiętam za to chwile manii i depresji. Od kilku lat na jednym lub drugim biegunie. Prawie nigdy pośrodku.

Piszę o tym właśnie teraz, bo jest to kolejny dzień, kiedy proszę siły wyższe, by jutro było lepiej. Nie chcę żeby było wspaniale. Chcę tylko żeby było znośnie. Żebym mogła bez irytacji słuchać ludzi i nie bać się samotności. Nie czuć lęku, kiedy samotnie palę papierosa, patrząc w niebo.

„To” przychodzi nagle. Nigdy nie jestem przygotowana. Poranek nie jest nadzieją na dobry dzień. Jest zwiastunem wielogodzinnej pustki i łez.

Chce mi się krzyczeć na każdego sąsiada, który akurat teraz kosi trawnik. Kosiarki strasznie hałasują.

Dotyk ukochanej osoby nie cieszy. Czasami przytulenie, które powinno dodać otuchy, drażni i boli. I ten ból przynosi niechciane myśli. Ale przecież to potrwa jeszcze tylko kilka dni, później będzie lepiej…

Popołudnie 300 mg (ponowne wyrównanie)

Nie biorę. Nie ma czego wyrównywać.

Wieczór daje ten cień nadziei, na przyszły dzień. Jest lżej, gdy słońce zachodzi i cichną dźwięki ulicy. Dotyk już tak nie boli, ale też nie przynosi tych pozytywnych emocji z etapu manii.

Wieczór 10 mg

Zbawienie.

I znów nastaje poranek, który jest mi znany, ale trudno w niego uwierzyć. Poranna kawa smakuje doskonale. Tak bardzo kocham siebie, Jego i świat. Niebo jest cudowne bez względu na swoją barwę. Nie boję się. Jestem radosna i wyrównana. Nie wyrzucam sobie beznadziejności, gdy kolejny dzień nie napiszę ani jednego zdania. A przecież wczoraj krzyczałam na siebie w myślach, byłam nic niewarta.

Uśmiechnę się do sąsiada z kosiarką. Nie zirytuje mnie wredna kasjerka z pobliskiego sklepu. Powiem „dziękuję”, gdy kolejny raz rzuci mi papierosy i resztę pieniędzy z miną męczennicy.

Czasami zazdroszczę wszystkim tym, którzy nie muszą regulować chemii w mózgu. Mimo wszystko walczę od lat i nie zamierzam tej walki przerwać. Nawet jeśli nigdy nie wygram, liczy się to, że nie pozwolę sobie przegrać.

Jutro będzie lepiej.

DSC_0173h

Opublikowano Choroby, Ludzie, Problemy | Otagowano , , | 2 komentarzy