Siła przyciągania

Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Ciężko jest mi się z tym zgodzić, tym bardziej że wiele życiowych doświadczeń pokazało mi, że to bzdura. Porównywanie człowieka do magnesu chyba nie jest do końca dobrym pomysłem. Trzymam się tego, że najbardziej przyciągają się osoby, które mają podobne historie, sposób myślenia, wrażliwość… i resztę rzeczy istotnych.

Żadna relacja z drugim człowiekiem, którego mogę nazwać swoim przeciwieństwem, nie utrzymała się zbyt długo. I wydaje mi się to zupełnie naturalne. Miedzy przeciwieństwami muszą pojawiać się zgrzyty.

Jeśli moja przyjaciółka chciałaby co weekend wyciągać mnie na imprezę i co weekend byłaby niezadowolona z powodu mojej odmowy to na dłuższą metę obie nabrałybyśmy do siebie dystansu. Ona znalazłaby kogoś o podobnych potrzebach, a ja miałabym spokój.

Albo… Jeśli mój chłopak byłby do wyrzygania optymistycznie nastawiony do świata, a ja wciąż widziałabym w wielu zakamarkach życia cień (który jest i będzie! świat nigdy nie był idealny), to zapewne z czasem narosłaby w każdym z nas frustracja i głębokie niezrozumienie partnera.

Nie próbuję Wam wmówić, że trzeba się zgadzać z każdą bliską nam osobą. Wszyscy jesteśmy różni, jednak są takie kwestie, w których warto znaleźć porozumienie. A w zasadzie nie znaleźć, tylko po prostu od początku je mieć.

I zapewne gdyby mój chłopak próbował mi wmówić, że życie jest cudowne, piękne i kolorowe, to popadłabym w głęboką depresję. Dlatego, że widzę świat realnie. I potrzebuję kogoś, kto widzi go przynajmniej podobnie.

Nie powinniśmy dawać sobie prawa do wmawiania komukolwiek naszych racji.

Kolejną sprawą jest fakt, że po prostu męczące musi być trwanie z kimś, z kim notorycznie musimy się kłócić. Oczywiście, kłótnie w związkach są potrzebne, o ile są o sprawy zupełnie prywatne, nasze. Nie wyobrażam sobie do końca życia kłócić się z partnerem np. w kwestiach polityki, bo zachłyśnięta ideą o przyciąganiu się przeciwieństw, związałam się z lewakiem. No sorry…

Zanim zwiążemy się z kimś na dobre (i złe), warto wiedzieć czy będziemy w stanie ze sobą żyć. Czy nasze plany zbyt się nie różnią. Czy oboje chcemy od życia tego samego. Nie ma sensu przez kilka lat ukrywać, że nie chcesz mieć białej sukni z welonem i dzieci. Moment konfrontacji wzajemnych oczekiwań jest nieunikniony.

Wierzę w to, że odpowiedni ludzie pojawiają się w naszym życiu w odpowiednim czasie. Warto czekać na kogoś, z kim będziemy rozumieć się bez słów. I bez słów zaśmiejemy się z zażenowania głupim żartem wypowiedzianym przez „zabawnego” gościa z telewizji. Czasami wystarczy spojrzenie.

IMG_8834

Opublikowano Ludzie, Małżeństwo, Miłość, Przyjaźń, Relacje, Szczęście, Związki | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

kocha, lubi, szanuje.

Nie pisałam przez długi czas. Czas wyjątkowo skomplikowany. I niech to będzie usprawiedliwienie mojej nieobecności.

Tematy do napisania czegokolwiek sensownego pojawiały się niemal każdego dnia. Myślałam jednak, że nie ma sensu znów narzekać na świat i ludzi. W szczególności na ludzi. Doszłam do punktu, w którym uświadomiłam sobie, że lepiej jest wyrzygać się tu, niż robić to wciąż do własnego wnętrza.

Myślę, a właściwie jestem niemal przekonana, że każdy z nas ma w sercu (lub w dupie) taką osobę, która miała BYĆ. Po prostu. Miała nigdy nie odejść. Nie wiem co ze mną nie tak, że mam takich osób utraconych zdecydowanie więcej niż tych, które pozostały.

Ktoś bierze ślub. Ktoś rodzi dzieciaka. Ktoś robi coś, z czym kiedyś by się ze mną podzielił. Ktoś obiecywał, że będzie na zawsze, a nie ma go w najważniejszej chwili.

Przeszłam przez etap, w którym przepłakiwałam noce nad stratą. Teraz widząc (wirtualnie rzecz jasna) te wszystkie ważne momenty, myślę sobie „ok. niech Bóg będzie z Tobą”.

Na pewnego rodzaju straty można się uodpornić. I całe szczęście, bo zabrakłoby mi łez w tym roku. Za dużo się dzieje.

Może to, co usilnie wpychałam do środka, jest po prostu smutkiem, że w moich ważnych chwilach będzie tak mało tych wszystkich ludzi, którzy mieli być.

Może jestem wciąż rozczarowana swoją naiwnością.

Kocham ludzi, ale wciąż zamieszkują w dwóch partiach mnie. W sercu i w dupie. Jednocześnie. Pewnie żeby chronić siebie i własne uczucia, poddałam ich bilokacji we własnym wnętrzu.

Błagam, niech już mi nikt nie wręcza magnesu na lodówkę z cytatem o wiecznej przyjaźni.

Nie trzeba mi tłumaczyć, że to naturalna kolej rzeczy, że ludzie odchodzą. Ja to w całej swojej naiwności rozumiem. Mimo wszystko czuję żal. I tym, czego nauczyłam się w ostatnich miesiącach, jest fakt, że mam prawo do każdej emocji. I żadna nie jest zła.

Bardzo chciałam wrócić tu z czymś innym. Obiecałam Wam wywiad z kimś, kogo bardzo cenię, ale na to muszę jeszcze poczekać. Może w następnym wpisie. Taką mam nadzieję.

Trzymajcie się.

IMG_2611

Opublikowano Ludzie, Miłość, Problemy, Przyjaźń, Relacje, Rozstania, Szczęście, Związki | Otagowano , , | Skomentuj

Czas na Dziecko!

Osoba taka jak ja, która przeżyła już ćwierć wieku, często myśli o założeniu rodziny. Konkretnie o rodzeniu dzieci. W zasadzie to nie taka jak ja, bo mnie takie myśli nie nachodzą. No, ale mam na myśli kobiety w wieku rozrodczym (brzmi to strasznie…), a taką kobietą, nie da się ukryć, jestem. Ode mnie zależy co z tym zrobię, a nie zamierzam robić nic, co mogłoby budzić mnie wrzaskiem w środku nocy.

Stanie się rodzicem jest czymś pięknym. Być może najpiękniejszym, co może się człowiekowi przytrafić- w to nie wątpię- pod jednym warunkiem. No może pod dwoma warunkami…. Przede wszystkim musimy CHCIEĆ mieć dziecko, a po drugie musimy POTRAFIĆ zapewnić mu uczucie najcenniejsze, czyli bezwarunkową miłość. Bez względu na to, ile nocy nie prześpimy i jak bardzo będzie chciało nam się płakać z bezsilności, kiedy nie zrozumiemy jego płaczu.

Dziecko jest cudem. Yhm, ok. Nie zapomnijmy jednak, że to dziecko potrzebuje, żeby rodzic był cudem dla Niego. Być może z tej przyczyny nie chcę mieć dzieci. Nie jestem dla siebie wystarczająco dobra, aby być kimś lepszym dla drugiej osoby.

Miłość jest najważniejsza. Tak, to prawda. Jednak miłością dziecka nie wykarmimy i w nią nie ubierzemy. To drugi powód mojej niechęci do posiadania cudu. Chłopak jest bardziej ekonomicznym rozwiązaniem. Jemu wystarczy bułka z pasztetem.

Jak wiecie, nie jestem już wcale taka młoda. Dla niektórych nawet całkiem stara, szczególnie kiedy namawiają mnie na dziecko. Bo po co czekać?

Powiem Wam po co. CHCĘ ŻYĆ.

Chcę przesypiać noce, nie chodzić w obrzyganych ciuchach, chcę spędzać poniedziałkowe poranki na przeglądaniu dostawy w lumpeksie. Chcę wyjść z domu, kiedy przyjdzie mi taka ochota i po prostu popatrzeć w niebo, na drzewa, na ludzi. Na szczęśliwe dzieci. Bo mi wystarczy widok uśmiechniętej twarzy dziecka- nie musi być ono moje. Ważne, że odczuwa radość. Na poziomie pewnie zupełnie innym niż ja. Bez znaczenia.

Jesteś egoistką. Wiem. Uczę się tego całe życie i dopiero zaczyna mi wychodzić. Nikt nie zadba o mnie, jeśli sama tego nie zrobię.

Dlatego egoistycznie będę wydawać pieniądze na nowy lakier do paznokci, a nie na kaszkę dla dziecka.

Egoistycznie będę leżeć i czytać w łóżku w ciągu dnia, zamiast biegać z dzieckiem po placu zabaw.

Dziecko potrzebuje szczęśliwego rodzica. Dlaczego o tym zapominamy? Dlaczego ludzie, którzy wiedzą , że wciąż wiele mi brakuje do szczęścia, uważają że powinnam mieć dziecko? Żeby oglądało matkę, która ryczy bez powodu, nie wie o co jej chodzi, zapala kolejnego papierosa i słucha Stairway to Heaven myśląc o śmierci?

Dziecko odmieniłoby Twoje życie. Tak, to na pewno. Nie wiem tylko, dlaczego Ci którzy mi to mówią, są przekonani, że zmieniłoby je na lepsze. W moim wyobrażeniu ryczałabym i paliła dwa razy więcej niż teraz. Z nerwów. I bezsilności, którą czuję nawet bez dziecka.

Dałabyś sobie radę. No tak, nie miałabym wyjścia. Wyrzuciłabym telewizor to by się jakoś łóżeczko upchnęło.  Regał z książkami i płytami byłby niepotrzebny, bo nie miałabym czasu czytać, to zwolniłoby się miejsce na komodę dla dziecka. Jakąś tapetę w misie, by się pierdolnęło na ścianę i jest idealne miejsce do życia. No… tylko nie dla mojego życia. Bo ja chcę mieć cholerny regał. I w sumie nie lubię tapet.

Podsumowując: Dziecko nie jest dla każdego. Dla mnie na pewno nie. Zanim więc spytasz kolejny raz „kiedy dziecko, Ty stara klempo?” , najpierw popatrz mi w oczy. Może zobaczysz smutek, który odpowie Ci: NIGDY.

_MG_6582

 

 

Opublikowano Dzieci, Ludzie, Miłość, Problemy, Relacje, Szczęście, Związki | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

[...] każda miłość przynosi nam najskrajniejsze z emocji – Natasza Ptakova / Rozmawiamy #1

Natalia Ptak jest uosobieniem faktu, że Piękno i Mądrość całkiem dobrze radzą sobie w parze. Do tego jest kobietą niesamowicie utalentowaną. Na swojej stronie pisze: „całe życie pisałam blogi, ale nie umiem napisać zdania o sobie. Posłuchajcie utworów – może się czegoś dowiecie.” – tak więc, słuchajcie- warto! A ja pomogę Wam poznać tę wyjątkową dziewczynę, która odpowiedziała na kilka moich pytań. 

#

Gdybym miała jednym słowem opisać Twoje teksty, byłoby to słowo „próbować”. Czy jest tak, że próbujesz, często zaczynasz od nowa i czerpiesz z tego inspirację?

Często zaczynam od nowa, ponieważ wynika to chyba z otwartości na nowe doświadczenia. Od zawsze byłam spragniona nowości – wrażeń, wiedzy czy emocji. To wszystko sprawia, że poznaję dużo światów. Lubię się sprawdzać w różnych dziedzinach życia, jednak muszę mieć świadomość – i to przyszło z czasem – że nie można robić wszystkiego jednocześnie. Trzeba umieć oddzielić ważne od ważniejszego. Potrafić rozdzielić swoje priorytety. Ale życie jest tak piękne i kolorowe, że czasami się nie da!

Jesteś gdzieś na początku swojej drogi. Marzysz o sławie i wielkich koncertach, czy może właśnie to, co robisz teraz sprawia Ci wystarczające zadowolenie?

Cieszę się z tego, co już osiągnęłam, bo długo na to pracowałam. Jednak mam świadomość, że wszystko się rozwija i ewoluuje, a ja jestem na to gotowa. Marzę o tym, aby muzyka, którą robię i robimy dotarła do większej liczby odbiorców. Aby rozprzestrzeniała się po świecie i dawała ludziom najróżniejsze emocje. Reszta wydarzy się sama.

W mojej ulubionej piosence (Apogeum) śpiewasz „Doklejona maska szczęścia, sama nie wiem jak mijają dni”- często nakładasz tę maskę? Wydajesz się być osobą pełną pozytywnych emocji.

Każdy utwór odzwierciedla emocje i doświadczenia z danego okresu w moim życiu. Gdzieś pod warstwą słów kryją się moje dobre lub złe chwile, wrażenia, wspomnienia, pragnienia, prośby, przeprosiny czy oskarżenia. „Apogeum” napisałam o trzeciej w nocy, siedząc w łóżku przykryta kołdrą. To nie był najlepszy moment, nazwałabym go raczej ciężkim. Wówczas taka maska pomagała mi przetrwać. Musiałam znaleźć samą siebie i poukładać wszystko. Wydaje mi się, że każdemu z nas zdarza się użyć takiej formy „przykrywki”, aby odizolować resztę świata od swoich problemów. Czyż nie jest tak? Nierzadko ludzie zapytani o samopoczucie odpowiadają „wszystko w porządku” , mimo iż tak naprawdę wcale nie jest okej. Nie zwykliśmy mówić głośno o niedogodnościach; boimy się reakcji społeczeństwa; nie mamy czasu na użalanie się nad sobą; od dziecka wpajano nam, że nie możemy być mięczakami i wiele, wiele innych powodów.

Kochajmy świat, kochajmy siebie i innych. Bądźmy dla siebie mili. Bądźmy szczerzy z samymi sobą, wówczas taka maska wcale nie jest potrzebna. Jeśli wierzysz w siebie i sobie ufasz – możesz wszystko. Wtedy nie potrzeba żadnej maski. Tego się nauczyłam, może i od chwili, gdy napisałam właśnie „Apogeum”?

Btw, był to jeden z moich pierwszych (po)ważniejszych utworów (nie licząc pierwszego tworu z dzieciństwa pt. „była bieda w chacie, była bieda w domu; to zależne od tronu, czy król na nim siądzie”, który powstał, gdy miałam jakieś siedem czy osiem lat:)) i mam doń ogromny sentyment. Ach, aż miło mi powspominać, ile to metamorfoz przeszedł od 2009 roku, zanim przybrał konkretną formę.

Jeśli nie muzyka to…?

Tutaj mogłabym powtórzyć to, co napisałam w punkcie pierwszym. Robiłam i robię w życiu multum najróżniejszych rzeczy. Od fotografii, przez sport, dietetykę, filozofię, aż po animację czasu wolnego i zapewne jeszcze kilka innych, których teraz nie pamiętam. Przez wszystkie te lata, kiedy urozmaicałam codzienność w/w dobrami, zawsze towarzyszyła mi muzyka. I choć zdarzało się, że na sekundę odepchnęłam ją na bok – ona zawsze wracała. Jak więc mogłabym odrzucić kawałek siebie? To tak, jakbyś oderwała sobie rękę. To niemożliwe. Jeśli nie muzyka, to tylko muzyka.

Czy u osoby takiej jak Ty- bardzo emocjonalnej i wrażliwej- miłość jest szarpana emocjami , czy też wręcz przeciwnie- jest spokojna i poukładana? 

Miłość wielu rzeczy uczy. Ja, z natury wybuchowa, często niecierpliwa, zbuntowana i idąca swoimi ścieżkami, trochę nauczyłam się wyciszać i panować nad swoimi emocjami. Myślę, że każda miłość przynosi nam najskrajniejsze z emocji. Ale to dobrze, bo dzięki temu mamy możliwość wyborów i sprawdzenia siebie. Mówię tu nie tylko o miłości do drugiej osoby, ale i do nas samych oraz całego świata. Kochając poznajemy samych siebie.

Co jest dla Ciebie najważniejszym czynnikiem decydującym o utworzeniu szczęśliwego związku?

Dialog. Otwarta rozmowa z partnerem, to dla mnie podstawa. Jeśli nie jesteście wobec siebie szczerzy i uczciwi, to wszystko traci sens.

Wsparcie. Każdy z nas tego potrzebuje. Są chwile, gdy upadamy i wtedy ta druga osoba pomaga nam wstać.

Wolność. Jesteśmy wolnymi ludźmi i jeśli relacja, w której żyjemy zaczyna nas przytłaczać i dusić – uciekamy. To ciężkie do wypracowania, ale według mnie bez tej swobody związek umiera.

Miłość. Tego chyba nie muszę opisywać. To ona jest budulcem związku. Ona nas budzi i usypia. Sprawia, że czujemy się bezpiecznie. Ma różne oblicza, formy i etapy, ale prawie każdy z nich sprawia, że nie chcemy jej stracić.

W marcu ma ukazać się kolejna EP. Zdradzisz coś więcej na ten temat?

Nie mogę się doczekać, aby pokazać światu nową EP! To bardzo ważny, przełomowy moment, ponieważ sporo się zmieniło od poprzedniego krążka. Przede wszystkim inne emocje, dojrzałość i coś, z czego cieszę się najbardziej, to to, że będzie ona bardziej moja. Wkładamy (bo prace jeszcze trwają) w nią dużo serca i energii; są chwile, gdy słucham roboczych wersji i mam łzy w oczach. Ze szczęścia oczywiście!

Pojawi się dużo energii – w różnej postaci. Trochę buntu i sprzeciwu, bujania w chmurach, spokoju, niepokoju, a także refleksji. Jak mawia Bartosz Ebert Polska – będzie niebo! :)

Kiedy ostatnim razem byłam na koncercie Nataszy, nie potrafiłam powstrzymać łez. Jeśli potrzebujecie czegoś, co łapie za serce zapraszam TU

12399811_10205773149991538_1693412059_o

Opublikowano Ludzie, Miłość, Muzyka, Związki | Otagowano , , | Skomentuj

Przepraszam, muszę odebrać.

Najczęstszym, powtarzającym się codziennie dźwiękiem, który słyszę jest dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie mojego. Do mnie mało kto dzwoni. A nawet jeśli, to często pozwalam sobie nie odebrać. Przeważnie nawet nie wiem, gdzie leży mój telefon.

Ktoś dzwoni, ktoś pisze, ktoś dał lajka… do każdego wydarzenia odpowiedni dźwięk.

Sytuacja, która ściska mi żołądek (i nie tylko) nr 1:

Prowadzę rozmowę z XYZ lub z ABC- obojętnie- rozmowa może być ważna lub po prostu zwykła gadanina. Ktoś dzwoni. Ścisk żołądka wersja pierwsza.

„Przepraszam, muszę odebrać” lub mniej taktownie „Czekaj, odbiorę”

Po dziesięciu minutach telefonicznej rozmowy, ścisk żołądka wersja druga…

„O czym rozmawialiśmy?”

- NIE WIEM. To było 10 minut temu, w między czasie zdążyłam powiesić pranie, spalić papierosa i ułożyć w głowie kolejną autorską wersję nienawiści do świata.

Sytuacja, która ściska żołądek (i nie tylko) nr 2:

Rozmawiamy, jest fajnie, ale co chwilę słyszę ten krótki dźwięk połączony z wibracją, którą czuję gdzieś na ciele. Trzeba odczytać. I odpisać.

Tu już nie ma „Przepraszam, muszę odpisać”. Zupełnie naturalny jest fakt, że XYZ rozmawia ze mną i „swoim telefonem” jednocześnie. Ze mną o filozofii, z kimś o jakości psiego gówna. Podzielność uwagi na najwyższym poziomie. Przeważnie jednak kończy się ona słowami- „Czekaj, o czym to my gadaliśmy?”

Sytuacja, która nie ściska żołądka, bo możemy pogadać bez telefonu. Raczej po prostu daje do myślenia- Cholera, co się z nami dzieje?- Gadamy. Nie o filozofii. Ale o tym, co ktoś nam powiedział przez telefon. Albo napisał. Cokolwiek.

„Wiesz, że gówno psa ABC, miało dzisiaj bardzo nietypowy kolor?”

WOW.

Tak bardzo bym chciała, żeby ludzie zapominali o swoich telefonach, kiedy rozmawiają ze mną. Oddalamy się od siebie, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Bo my wręcz czekamy na te cholerne dźwięki. Żeby się na chwilę odciąć. Zaczepić myśli gdzieś indziej. Porozmawiać przez chwilę o niczym, kiedy jednocześnie rozmawiamy o czymś.

Musimy wiedzieć wszystko. Kto z kim, po co, kiedy i jak intensywnie. Zapominając jednocześnie o tym, co dzieje się u najbliższych nam osób. U tych, które siedzą obok i są przepełnione smutkiem. Bo nawet jeśli mówią nam o swoich problemach, to giną gdzieś na tle problemów innych pięciu osób, które nam o swoich problemach mówią w tym samym czasie. Tylko inna drogą. Bardziej wyraźną, bo na piśmie. Na ekranie naszych telefonów.

Wyłącz telefon. Porozmawiaj z kimś, kto jest obok Ciebie. Póki jeszcze jest. Chyba nie warto kiedyś rozmawiać z tą osobą, pisząc na Jej telefon, który leży gdzieś w kącie „Co się z Nami stało?”.

IMG_0602

Opublikowano Ludzie, Miłość, Problemy, Relacje, Samotność, Uzależnienia, Związki | Otagowano , , , | 1 komentarz